Jesteś w: Pan Tadeusz

Opis polowania na niedźwiedzia w „Panu Tadeuszu”

Autor: Karolina Marlęga     Serwis chroniony prawem autorskim

Moment polowanie na niedźwiedzia jest bardzo istotnym wydarzeniem w fabule epopei Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz”.

Bohaterowie dzieła zorganizowali je w sercu puszczy litewskiej, miejscu bogatym w bory, knieje, wilcze doły zarośnięte trawą, małe i głębokie jeziorka pełne wody w kolorze rdzy oraz w drzewa pozbawione kory i liści. To tam żyło mnóstwo dzikich zwierząt: żubry, tury, rysie, dziki, łosie, wilki.


Aby upolować jak najcenniejszą zdobycz, pomysłodawca wyprawy – Sędzia Soplica zarządził pobudkę i zbiórkę o godzinie czwartej trzydzieści rano, przy leśnej kaplicy. Tam też zebrali się wszyscy uczestnicy polowania i razem wyruszyli w głąb puszczy.



Głównym celem wyprawy było upolowanie niedźwiedzia. Gdy zwierz opuścił swój matecznik, myśliwi rozstawili się po okolicy, a ich ogary pomknęły w las w poszukiwaniu drapieżnika. Po pewnym czasie Wojski przyłożył ucho do ziemi, wstał i oznajmił wszystkim, że zbliża się do nich niedźwiedź. Na te słowa myśliwi przygotowali strzelby, aby w razie pojawienia się zdobyczy być przygotowanymi na oddanie strzału. Jakie było ich zdziwienie, gdy w kilka sekund po słowach Wojskiego ujrzeli wyłaniającego się z boru zwierza! Mimo iż goniło go dwadzieścia ujadających psów, iż grzmiały trąby, a zebrani oddali kilkanaście strzałów w jego kierunku – on nadal parł przed siebie. Okazało się, że nie dosięgła do żadna kula! W chwilę później strzelcy i biorący udział w obławie wyruszyli, by przeciąć zwierzęciu drogę między puszczę i ostępem i otoczyć go. Na nic się to jednak zdało, ponieważ niedźwiedź zawrócił w mniej strzeżone miejsce, gdzie las był rzadszy.

Zastawszy tam jedynie Tadeusza, Hrabiego oraz kilku obławników, drapieżnik rycząc stanął na tylnych łapach i wyrwał pobliskie drzewo z korzeniami. Gdy skowyt psów ucichł, ruszył w kierunku głównych bohaterów, a oni przerażeni, oddali chybione strzały z flint i zaczęli uciekać. Wówczas mieszkaniec puszczy rzucił się za nimi i dosiągł łapą włosów Hrabiego, którego zabiłby, gdyby nie to, co stało się chwilę później. Strzały, które padły z nieznanego kierunku powaliły niedźwiedzia na ziemię, który przewrócił także swą niedoszłą ofiarę. Okazało się, że z pomocą bohaterom przybyli uzbrojeni Asesor, Rejent i Gerwazy.
Powalone zwierze, całe zakrwawione, jeszcze dyszało i otwierało oczy, gdy dopadły go pierwsze psy Podkomorzego, które przed rozszarpaniem zdobyczy powstrzymał Wojski (kazał im włożyć kije między zęby). Gdy udało się odciągnąć wygłodniałe ogary, rozpoczęła się kłótnia Asesora z Rejentem o to, który z nich jest autorem celnego strzału powalającego niedźwiedzia. Spór przerwał po jakimś czasie Gerwazy, który zaczął rozcinać pysk dużego mieszkańca puszczy, by z jego czaszki wydobyć kulę. Gdy tego dokonał, uświadomił kłócącym się, że nie pochodzi ona z ich flint, lecz pasuje do strzelby Horeszkowskiej. Okazało się, że Hrabiego i Tadeusza przed niedźwiedziem uratował ksiądz Robak, który wyrwał Gerwazemu z rąk flintę i oddał celny strzał z odległości stu kroków w samą paszczę, po czym - upewniwszy się, że Tadeuszowi i Hrabiemu nic się nie stało - uciekł w pole.



Polowanie zakończyło się zadudnieniem przez Wojskiego w bawoli róg – jako znak pomyślnego finału wyprawy. Potem bohaterowie rozpalili z chrustu i pni wielkie ognisko, rozwiesili nad nim kociołki, w których z produktów przywiezionych ze sobą na wozie ugotowali bigos. Po napełnieniu żołądków gorącą potrawą oraz wypiciu sporej ilości wódki, całe towarzystwo załadowało martwą zdobycz na wóz, wsiadło na konie i ruszyło w stronę dworu.



  Dowiedz się więcej