Proces - streszczenie - 2l.pl
2l.pl Lektury Motywy literackie
Jesteś w: 2l.pl -> Proces

2l.pl / Proces - streszczenie

Autor: Redakcja 2l.pl     Data publikacji: 20.01.2006     Serwis chroniony prawem autorskim

Rozdział pierwszy
Aresztowanie - Rozmowa z panią Grubach - Potem panna Brstner

Pewnego ranka do pokoju Józefa K. w pensjonacie pani Grubach, wkracza dwóch wysokich, ubranych na czarno mężczyzn, oznajmiając K., że jest on aresztowany, a w jego sprawie toczy się proces. Funkcjonariusze o imieniu Franciszek i Willem nawet nie próbują wyjaśnić aresztowanemu jego winy, nie podają powodów zatrzymania, ani tego, kto go oskarża i kto w jego sprawie toczy proces.

Józef K.- kawaler i bankowiec na wysokim stanowisku, uznał całe zajście za żart kolegów z pracy, którego dopuścili się w jego trzydzieste urodziny. Funkcjonariusze jedzą śniadanie prokurenta, a następnie wydają rozkaz, ażeby K. przywdział czarny strój, gdyż wzywa go Nadzorca. Józef K. odświętnie ubrany, przechodzi dwa pomieszczenia dalej do pokoju panny Brstner, która zwykła była bardzo wcześnie wychodzić do pracy, późno wracała do domu i z którą K. zamienił zaledwie parę razy pozdrowienia. Teraz wysunięto na środek pokoju stolik nocny sprzed jej łóżka, niby stół na rozprawie sądowej, i za nim zasiadł nadzorca.


Rozmowa urzędnika i prokurenta nie przynosi żadnych odpowiedzi, nie wyjaśnia zaistniałej sytuacji. Wychodząc, Nadzorca jedynie oznajmił oskarżonemu, że aresztowanie nie powinno przeszkadzać w wykonywaniu zawodu i nie powinno to również wpłynąć na codzienny tryb życia.
Józef K. niczym przed aresztowaniem, idzie do pracy w banku. Towarzyszy mu trzech młodych urzędników, którzy uczestniczyli również w spotkaniu K. i Nadzorcy. Był to sztywny, wywijający rękami Rabensteiner, blondyn Kullich z głęboko osadzonymi oczyma oraz Kaminer z uśmiechem wywoływanym przez chroniczny skurcz mięśnia.

Józef K. zazwyczaj siedział w biurze do dziewiątej godziny - szedł na przechadzkę, sam lub z urzędnikami, a później wstępował do piwiarni, gdzie zasiadał przy jednym stole ze starszymi przeważnie panami, do godziny jedenastej. Zdarzały się jednak wyjątki od takiego rozkładu dnia, jeśli dyrektor banku, który wysoko cenił K. jako zdolnego pracownika i człowieka godnego zaufania, zaprosił go na przejażdżkę automobilem lub do swej willi na kolację.

Oprócz tego raz w tygodniu odwiedzał K. pewną dziewczynę, imieniem Elza, która przez całą noc do późnego rana była zajęta jako kelnerka w winiarni, a w dzień zajmowała się przyjmowaniem mężczyzn.

Jednak tego wieczoru oskarżony powrócił do pensjonatu, zachodząc po drodze do pokoju pani Grubach. Rozmowa toczy się na temat procesu i oskarżenia Józefa K. Na temat tego, że wszystko w życiu ma swój cel. Następnie K. kłóci się z panią Grubach, która oskarża pannę Brstner o złe prowadzenie się. Oskarżony wraca do swojego pokoju, gdzie czeka na powrót młodej kobiety.

Około północy powraca panna Brstner, do której pokoju udaje się Józef . W rozmowie dowiaduje się, że kobieta zamierza podjąć pracę w kancelarii adwokackiej. Dlatego też opowiada kobiecie o porannym zajściu, które miało miejsce w jej pokoju. Przeprasza ją za tę sytuację, a jednocześnie na prośbę panienki, sam plastycznie odtwarza scenę porannego aresztowania, wciąga do inscenizacji pannę Brstner. Chwyta ją za rękę i w chwili pożądania całuje ją w usta, po twarzy, a następnie po szyi.

Dopiero na szelest z pokoju obok, w popłochu żegna się z panną Brstner, uświadamiając sobie, że nawet nie zna jej imienia. Spłoszony ucieka do swojego pokoju. Wkrótce potem leży już K. w swoim łóżku. Szybko zasypia. Przed zaśnięciem myśli jeszcze chwilę o swoim zachowaniu, jest z niego zadowolony. Martwi się tylko, reputacją panny Brstner.

Rozdział drugi
Pierwsze przesłuchanie

Józefa K. telefonicznie wezwano na pierwsze przesłuchanie, nie podając ani dokładnego miejsca („Podano mu numer domu, w którym miał się stawić - był to dom przy jakiejś odległej ulicy przedmieścia, na której K. nigdy jeszcze nie był.”), ani nie podając dokładnego czasu (miała to być po prostu niedziela). W pochmurną niedzielę prokurent udaje się na przesłuchanie, po drodze mijając trzech wplątanych w jego sprawę urzędników, Rabensteinera, Kullicha i Kaminera. K. długo szuka pokoju przesłuchań, w pięciopiętrowej kamienicy czynszowej zamieszkałej przez biednych lokatorów. Znajduje odpowiednią salę, która jest oblężona przez rzesze obcych mu ludzi, których nie dostrzega nawet twarzy.

Na samym końcu tego pomieszczenia, siedzi sędzia, który robi wyrzuty oskarżonemu za spóźnienie, chociaż nawet nie było wyznaczonej konkretnej godziny, na którą miał się stawić. Józef K. zaczyna swoje przemówienie. Przeciwstawia się trybowi postępowania z nim, aresztowaniu, śledztwu. Całą sytuację uznaje za groteskową i niepotrzebną. W trakcie swojego monologu, zauważa, że sędzia cały czas dyryguje ludźmi zebranymi w sali. Potajemnie daje znaki kiedy publiczność ma klaskać, a kiedy gwizdać.

Prokurent pod wpływem chwili uderza pięścią w stół, następnie oskarża władzę o korupcje i biurokractwo. Zauważa jeszcze, że owa publiczność jest nieprzypadkowa, mianowicie wszyscy są ze sobą powiązani odznakami, które mają przypięte do kołnierza. Józef K. postanawia opuścić salę, Przed wyjściem dowiaduje się jeszcze od sędziego, że wiele stracił rezygnując z pierwszego przesłuchania.

Rozdział trzeci
W pustej sali posiedzeń - Student – Kancelarie

W ciągu ostatniego tygodnia czekał K. z dnia na dzień na ponowne wezwanie. Gdy oczekiwane zawiadomienie nie nadeszło do soboty, wywnioskował, że drogą milczącej umowy ma się stawić do tego samego domu, na tę samą porę. Więc udaje się tam znowu w niedzielę. Po przybyciu do gmachu sądu przy ulicy Juliusza, dowiaduje się, że dzisiaj nie ma posiedzenia. W pustej sali Józef K. zauważa, że publikacje na stole sędziowskim to nie dzieła prawnicze, ale książki pornograficzne.

Prokurent w pustym pokoju przesłuchań rozmawia z żoną woźnego, która oznajmia mu, że jego pierwsze wystąpienie zostało bardzo źle przyjęte. Deklaruje swoją pomoc, ale jednocześnie kokietuje oskarżonego. Kobieta zwierza się Józefowi, że ma dostęp do urzędników, którzy prowadzą jego sprawę. Opowiada, również o nocnej wizycie sędziego, który wyraża swoje zainteresowanie kobietą i dlatego twierdzi, że ma na niego wielki wpływ. Jednak w drzwiach pokoju posiedzeń stanął młody człowiek o imieniu Bertold. „Był to pierwszy student nieznanych nauk prawniczych”. Student skinął na kobietę palcem, a następnie długo rozmawiali pod oknem, irytując tym wyraźnie oskarżonego. W końcu młody człowiek całuje kobietę w kark, i wychodzą z sali.

Wchodzi woźny, rozmawiają chwilę na temat zaistniałej sytuacji, o aroganckim studencie i o wizycie samego oskarżonego. Następnie K. z woźnym udaje się do kancelarii. Po drodze prokurent może zobaczyć pomieszczenia sądu, który mieści się na ciemnym strychu, rozmawia z innymi oskarżonymi. Nagle robi mu się słabo, pomaga mu młoda dziewczyna, która pracuje w tym sądzie. Oskarżony prosi o wyprowadzenie go z budynku. Młoda dziewczyna wskazuje mu drogę. Józef K. zawstydzony swą słabością ucieka z koszmarnego miejsca.

Rozdział czwarty
Przyjaciółka panny Brstner

Józef K. bezskutecznie starał się spotkać z panną Brstner. Co wieczór obserwował jej pokój , a rankami wstawał o godzinę wcześniej niż zwykle, aby móc spotkać pannę Brstner samą, gdy szła do biura. Ale żadne z tych usiłowań nie powiodło się. Napisał do niej list wysyłając go na adres biurowy i domowy, starał się w nim jeszcze raz usprawiedliwić swoje postępowanie, ofiarowywał jej wszelkie zadośćuczynienie, przyrzekał nigdy nie przekroczyć granic, które ona sama wyznaczy, i prosił tylko o możliwość porozmawiania z nią. Nie dostał żadnej odpowiedzi.

W niedziele rano podglądając przez dziurkę od klucza K. zauważył, że do pokoju panny Brstner, wprowadza się nauczycielka francuskiego – Niemka, która nazywała się panna Montag. Była wątła, blada, trochę kulejąca dziewczyna, która dotychczas zamieszkiwała własny pokój. Do pokoju oskarżonego wchodzi pani Grubach, która wciąż wyrzuca sobie to, że oczerniła wobec prokurenta młodą lokatorkę. Rozmawiają o pannie Brstner, gdy do pokoju wchodzi służąca oznajmiając Józefowi, iż panna Montag prosi go o chwilę rozmowy, czekając na niego w jadalni. K. udaje się na rozmowę, w której dowiaduje się, iż panna Brstner nie widzi potrzeby spotkania się z nim. Nagle do pokoju wchodzi kapitan Lanz.

Był to wysoki mężczyzna, mniej więcej czterdziestoletni, o opalonej na brąz mięsistej twarzy. Nowy lokator i krewny pani Grubach. Kapitan i panna Montag witają się i zaczynają rozmawiać. Józef K. nie ma ochoty być przedstawionym kapitanowi, dlatego kończy rozmowę i wychodzi. Zagląda jeszcze raz do pokoju panny Brstner, który nie przypomina już pomieszczenia jakie znał wcześniej, utwierdzając się w przekonaniu, że młoda kobieta się wyprowadziła.

Rozdział piąty
Siepacz

Pewnego dnia, gdy Józef K. wychodził po pracy z banku, usłyszał dochodzące z rupieciarni jęki i krzyki, postanowił tam więc zajrzeć. Ku jego zdziwieniu w pomieszczeniu znajdowali się dwaj znajomi mu strażnicy, czyli Franciszek i Willem, którzy swego czasu aresztowali K. W tym samym pomieszczeniu znajdował się też ubrany na czarno mężczyzna z rózgą. Ten ostatni ma wychłostać strażników na skutek skargi złożonej w sądzie przez prokurenta, iż niewłaściwie się zachowywali podczas aresztowania.

Strażnicy proszą Józefa o pomoc, o wstawienie się za nimi, żałują swojego zachowania, które tłumaczą złą sytuacją finansową. Prokurent protestuje przeciw wymierzonej karze, gdyż uważa tych dwojga mężczyzn za ofiary najwyższej władzy, która czuje się bezkarna. K. próbuje nawet przekupić oprawcę, by ten zaniechał wymierzania kary. Niestety bezskutecznie. Chłostani tak głośno krzyczą i jęczą, że przyciągają uwagę bankowych woźnych. Prokurent odprawia ich, a następnie wychodzi z banku. Nazajutrz po pracy zagląda do rupieciarni, gdzie ku jego zdziwieniu nic się nie zmieniło, nadal trwa bicie.

Chłostani ponownie żalą się, krzyczą i proszą Józefa K. o pomoc. Ten nie chcąc tego słuchać zatrzaskuje drzwi, a następnie karze woźnym uprzątnąć rupieciarnię. Udręczony aktualnymi wydarzeniami, Józef K. nie mogąc skupić się na pracy, udaje się do domu.

Rozdział szósty
Wuj - Leni

W banku zjawia się wuj Karol, który niegdyś opiekował się Józefem K. Przyjechał z prowincji w wyniku listu jaki dostał od swojej córki Erny. Erna była osiemnastoletnią gimnazjalistką, która kształciła się w mieście, a jej list skierowany do ojca dotyczył procesu K. Prokurent ma wyrzuty sumienia, że zapomniał o swojej krewniaczce, postanawia jej to wynagrodzić. Wuj domaga się szczegółów dotyczących procesu. Prokurent jednak nie chcąc o tym rozmawiać w miejscu pracy, przywołuje do siebie zastępcę, któremu zleca do wykonania jeszcze kilka prac. Sam wraz z krewnym wychodzi z banku, po drodze rozmawiając o procesie. Wuj deklaruje pomoc w sprawie i proponuje wyjazd na wieś, Józef wyraża jednak swoją obojętność.

Krewniak przytacza ważny cytat: "Mieć taki proces, znaczy, już go przegrać." Następnie prowadzi go do adwokata, swego szkolnego kolegi. Drzwi kancelarii otwiera służąca Leni o lalkowatej urodzie, prowadzi zainteresowanych do pokoju, w którym leży chory na serce mecenas Huld. W pokoju znajduje się również, dyrektor sądowej kancelarii, który przyszedł z wizytą do chorego kolegi. Obaj dobrze znają sprawę Józefa K. Adwokat, dyrektor i wuj Albert dyskutują o procesie oskarżonego, tymczasem K. zwabiony podstępem przez pokojówkę, ulatnia się z pokoju. W intymnej rozmowie, Leni ofiaruje swoją pomoc oskarżonemu, wyraźnie go również uwodzi. Siedząc na kolanach Józefa, całuje go. Wtedy zjawia się wuj, który robi wyrzuty prokurentowi. Przemoknięty od deszcze, na którym czekał na Józefa, mówi mu, iż takim zachowaniem zaszkodził sam sobie.

Rozdział siódmy
Adwokat - Fabrykant – Malarz

Jest zima. Józef K. czuje się zwodzony przez adwokata, nużą go jego puste mowy, zachwalanie swojej osoby, wyolbrzymianie swoich poczynań. Obawia się, iż Huld niewiele pomoże. Adwokat od miesięcy nie napisał nawet formalnego wniosku do sądu. Prokurent chce to zrobić sam, ale nie udaje mu się zredagować odpowiedniego pisma. Zaniedbuje przy tym pracę zawodową. Do biura prokurenta wchodzi klient, fabrykant z obiekcjami, że jego transakcja nie została przeprowadzona tak jak trzeba. K. nie umie się skupić podczas rozmowy z klientem, jego myśli są rozproszone.

Wtedy do biura wchodzi wicedyrektor, któremu fabrykant skarży się, iż Józef nie potrafi załatwić jego sprawy. Wicedyrektor, który nie należy do osób przychylnych dla K. musi zastąpić oskarżonego w jego obowiązkach. Po zawarciu transakcji, fabrykant powraca do biura prokurenta gdzie podejmuje rozmowę na temat procesu. Mówi, że wie o sprawię od niejakiego malarza Titorellego, który maluje portrety sędziów i dlatego mógłby udzielić Józefowi paru rad. Klient daje prokurentowi list polecający i adres jak dotrzeć do malarza. Józef K. niezwłocznie postanowił udać się do Titorellego, po drodze odprawia jeszcze trzech czekających interesantów, których sprawami również musi się zająć wicedyrektor.

W końcu odnajduje małą pracownię, sąsiadującą z pomieszczeniami sądu. W środku ogląda jeden niedokończony obraz biegnącej bogini sprawiedliwości i zwycięstwa, który uważa za bardzo nietrafne wyobrażenie. Malarz jak twierdzi jest mężem zaufania sądu i dlatego gotów jest poświadczyć niewinność prokurenta, gdyż uważa jego sprawę jako bardzo prostą. Będzie można wtedy uzyskać tak zwane uwolnienie pozorne lub przewleczenie. K. nie zostanie wówczas całkowicie uniewinniony, ale też nie będzie skazany, ponieważ pełne uwolnienie zależy tylko od sędziów najwyższych, do których malarz, jak i nikt inny w powieści nie ma dostępu.

Prokurent określa całą sytuację jako absurdalną, nie wierzy w pomoc malarza Titorellego, ale wychodząc kupuje jeszcze trzy obrazy przedstawiające pejzaż. Jedzie do banku, chowa pejzaże w biurku, a wobec kolegów próbuje zachować pozory normalności sytuacji.

Rozdział ósmy
Kupiec Block - K. wypowiada adwokatowi

Wreszcie K. zdecydował się jednak odebrać adwokatowi pełnomocnictwo. Wieczorem udaje się do mieszkania mecenasa Hulda. Ku jego zdziwieniu, drzwi nie otwiera mu służąca Leni, tylko mały człowiek z długą brodą przedstawiający się jako kupiec Block. Prokurent rozmawia z Blockiem, który opowiada mu swoją historię. Mianowicie, adwokat Huld od pięciu lat reprezentuje interesy kupca, który jako długoletni klient zyskał już nawet prawo sypiania w mieszkaniu mecenasa.

Huld pozbawił już Blocka całego majątku, a mimo tego, ten jest oburzony decyzją Józefa o wypowiedzeniu pełnomocnictwa. Kupiec wspólnie ze służącą Leni próbują nie dopuścić oskarżonego do mecenasa. K. w końcu dostaje się do sypialni, w której leżał Huld. W rozmowie z mecenasem, oświadcza, iż odbiera mu pełnomocnictwo. Adwokat próbuje nakłonić oskarżonego do zmiany jego decyzji, odwołuje się do emocji, jednak K. jest nieugięty. Ostatecznie wzywa Blocka i chce, by prokurent był świadkiem jego rozmowy z kupcem dotyczącej sądu i procesu.

Upokarza kupca, który nie widzi w tym nic nagannego, ma natomiast pretensje do Józefa o to, że rzekomo go poniża. Block całuje mecenasa w rękę i prosi Leni o wstawiennictwo u Hulda. Adwokat pyta służącą jak Block się dzisiaj zachowywał. Leni odpowiada, iż był spokojny i pilny, przez cały czas zamknięty w pokoju czytał pisma. Mecenas informuje kupca, że sędzia nie wyrażał się korzystnie o nim i o całym procesie, ale uspokaja klienta zapewniając, że podczas procesu mogą ujawnić się różne poglądy.

Rozdział dziewiąty
W katedrze

K. otrzymał zlecenie, aby pokazać kilka zabytków sztuki pewnemu włoskiemu klientowi banku, który po raz pierwszy przebywał w tym mieście, a na którego przyjaźni bardzo bankowi zależało. Nazajutrz rano, K. bardzo wcześnie przybył do pracy. Od razu został poproszony do gabinetu dyrektora, gdzie czekał już na niego ów gość. Włoch oznajmił prokurentowi, iż ma do załatwienia jeszcze kilka pilnych spraw, więc zamiast obiegać w pośpiechu wszystkie zabytki, wolałby raczej obejrzeć tylko, lecz za to gruntownie katedrę.

Umówili się na godzinę dziesiątą już pod katedrą. Międzyczasie do Józefa dzwoni Leni, a dowiedziawszy się o planowanym spotkaniu z klientem, wypowiada znamienne zdanie: „Ach jak oni cię szczują”. K. do katedry przyszedł punktualnie, właśnie w chwili jego przybycia wybiła dziesiąta, ale Włocha jeszcze nie było. Prokurent rozglądając się po kościele, przystanął przed obrazem „Złożenie do grobu”, ale nagle został przywołany przez stojącego na ambonie księdza. Ksiądz to kapelan więzienny, który mówi, iż obawia się, że proces skończy się źle, gdyż uważają Józefa za winnego. Twierdzi, że jego proces może nawet nie wyjdzie poza niższy sąd.

Jak dotychczas, uważa się winę K. za udowodnioną. Prokurent stanowczo protestuje , kolejny raz twierdzi, że jest niewinny. Pochmurny dzień zmienił się w głęboką noc. Ksiądz opowiada mu przypowieść. Przed prawem stoi odźwierny, przychodzi do niego człowiek ze wsi i prosi o wpuszczenie. Odźwierny odmawia, mówi, że może go wpuścić kiedyś, później. Ostrzega wieśniaka, by ten nie próbował się przedzierać, bowiem każdej kolejnej sali strzegą coraz potężniejsi odźwierni. Człowiek ze wsi czeka pod drzwiami całymi latami, błaga odźwiernego, próbuje go przekupić, narzeka na swój los. W końcu starzeje się, niedołężnieje, traci wzrok.

Ostatecznie tuż przed śmiercią zdaje najważniejsze pytanie, którego nigdy wcześniej nie stawiał: „ Wszyscy dążą do Prawa, skąd więc to pochodzi, że wciągu tych wielu lat nikt oprócz mnie nie żądał wstępu?” W odpowiedzi słyszy, że to wejście było przeznaczone wyłącznie dla niego. Ponieważ wieśniak umiera, odźwierny może je teraz zamknąć i odejść. Józef K. sądzi, że wieśniaka oszukano, ksiądz ostrzega go przed pochopnym sądem, podkreśla, iż odźwierny spełniał swój ważny obowiązek.

Zdaniem księdza przypowieść dotyczy dwu zasadniczo istotnych elementów wstępu do Prawa: niemożności zezwolenia na wejście wieśniakowi w tej właśnie chwili i tego, że wejście było przeznaczone wyłącznie dla niego. Kapłan uważa, że to odźwierny wykazał wielką, chwalebną cierpliwość, sumiennie też wypełniał swój obowiązek, nie opuszczał ani na chwile posterunku, gdy wieśniak pozostawał wolny, mógł pójść dokądkolwiek, za wyjątkiem przekroczenia bramy Prawa.

Los odźwiernego został bezpośrednio uzależniony od losu człowieka ze wsi. Wyjaśnienia, interpretacja księdza, nie przemawiają do K., który uznaje je za kolejny argument przemawiający za tym, że „z kłamstwa robi się istotę porządku świata”. Oczywiście ksiądz jako kapelan więzienny jest częścią wielkiego sądowego aparatu, a na końcu wygłasza ważną opinię: „Sąd niczego od ciebie nie chce. Przyjmuje cię gdy przychodzisz, wypuszcza gdy odchodzisz”.

Rozdział dziesiąty
Koniec

W przeddzień trzydziestych pierwszych urodzin Józefa K., około dziewiątej wieczór, do mieszkania K. przyszło dwóch panów. W żakietach, tłuści i bladzi, w mocno nasadzonych na głowę cylindrach. Mimo że wizyta nie była zapowiedziana, siedział prokurent, również czarno ubrany i naciągał powoli nowe, ciasno na palcach napięte rękawiczki.

Wyprowadzają oskarżonego, trzymając go mocno za ramiona. Idą spokojnie, ale nagle Józef zaczyna stawiać opór, przyśpiesza, wszyscy biegną, ale w końcu K. się poddaje, powtarza sobie, iż musi zachować spokój. Zatrzymują się w kamieniołomie, tuż za miastem. Puścili K., który czekał w milczeniu, jeden z mężczyzn podszedł do oskarżonego i zdjął mu surdut, kamizelkę, wreszcie koszulę.

Panowie posadzili K. na ziemi, oparli go o kamień i ułożyli na nim jego głowę. Następnie rozpiął jeden z nich swój żakiet i wyjął z pochwy, która wisiała na pasku ściskającym kamizelkę, długi, cienki, z obu stron wyostrzony nóż rzeźnicki, podniósł go i oglądał ostrze w świetle księżyca. Z okna pobliskiego domu wychyla się jakiś nieznany ofierze człowiek, rozkłada ramiona. Józef zastanawia się kto to może być, czy chciał mu pomóc, czy być może sugerował zaniedbanie czegoś podczas obrony? Oskarżony podnosi ręce, rozwiera szeroko palce, wówczas jeden z oprawców wbija mu nóż w serce i obraca nim dwa razy. „"Jak pies!" - powiedział do siebie K.: było tak, jak gdyby wstyd miał go przeżyć.”



  Dowiedz się więcej
Proces - streszczenie
Franz Kafka - nota biograficzna, wiadomości wstępne o Procesie
Proces Kafki - czas i miejsce akcji
Charakterystyka Józefa K.
Budowa Procesu Franza Kafki
Proces Franza Kafki - problematyka, interpretacja
Proces - ważne wiadomości
Uniwersalny wymiar Procesu