Jesteś w: Adam Mickiewicz

Burza - analiza i interpretacja, geneza Sonetów krymskich

Autor: Karolina Marlęga     Serwis chroniony prawem autorskim



W całym cyklu sonetów jest to jeden z trzech, następujących w kolejności utworów, opowiadających o morskiej podróży podmiotu lirycznego. Po okresie ciszy, opisanej w sonecie drugim ("Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie, / Cichymi gra piersiami rozjaśniona woda") oraz spokojnej żegludze okrętem, niesionym przez wiatr (Wiatr! - wiatr! - dąsa się okręt, zrywa się z wędzidła"), beztroska, niemalże sielankowa podróż przerwana zostaje nadejściem niepogody. Pierwsza - opisowa - strofa wiersza ukazuje stan okrętu i ludzi, zaskoczonych nagłą burzą. W jednej chwili wicher, niczym wypuszczona z klatki bestia, wściekle atakuje samotny okręt, zdziera żagle, rozszalałe fale zaczynają rzucać statkiem na wszystkie strony, sprawiając, że liny wyślizgują się majtkom z rąk, wszystkiemu towarzyszy zaś "ryk wód", "szum zawiei", "pomp złowieszcze jęki" i "głosy trwożnej gromady". W ostatnim blasku "krwawo" zachodzącego, ginącego w morzu słońca, wśród całkowitego chaosu i larum na malutkiej łupinie łodzi toczy się śmiertelna walka między tracącymi nadzieję ludźmi a niezniszczalną siłą natury. Dalsze zdania każą czytelnikowi błyskawicznie przenosić uwagę, "wzrok" - od jednego zniszczenia do następnego, aż w końcu przedstawiony zostaje w ostatnim wersie pierwszej zwrotki stan podróżnych: świadomi grożącego im niebezpieczeństwa, może przekonani już o rychłej śmierci, zgromadzeni na pokładzie ludzie są bezradni wobec nieobliczalnej siły morza. Przyroda, kolejny raz tryumfująca nad człowiekiem, ukazuje swoje mroczne oblicze - gwałtowne fale są niby "mokre góry, wznoszące się piętrami z morskiego odmętu"; nawiązując do mitologii rzymskiej, podmiot liryczny za pomocą personifikacji porównuje moc żywiołu do "jenijusza śmierci" (geniusza), który niczym bezlitosny żołnierz szturmuje okręt. W chaosie tych dramatycznych wydarzeń ludzie "leżą na pół martwi", załamują ręce, przeświadczeni o nieubłaganej śmierci żegnają się z przyjaciółmi i tylko co poniektórzy modlą się jeszcze, prosząc o nadejście cudu. Zdaje się, że obraz ów, nieodzownie przywodzący na myśl biblijną Apokalipsę, osiągnął już apogeum możliwego tragizmu i napięcia. W ostatniej tercynie niespodziewanie pojawia się jednak wątek, który skutecznie odciąga uwagę czytelnika od zamętu wywołanego przez burzę na rozkołysanym falami okręcie.
strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 - 



  Dowiedz się więcej