Jesteś w:
Wesele
„przyjdź, chochole, na Wesele [...]
Sprowadź jeszcze, kogo chcesz, ciesz się z nami,
ciesz Godami!"
Kiedy w izbie przytanecznej pustoszeje, bo weselnicy wychodzą uczestniczyć w ludowym obrzędzie oczepin, o północy pojawia się Chochoł, zapowiadający przybycie gości. Widzi go i wypędza z izby mała Isia. Po nim ukazują się kolejno następne zjawy.
Marysi pojawia się Widmo, które chce ją zobaczyć, chce zatańczyć z nią. Po nim Dziennikarzowi objawia się Stańczyk, witając go słowami „Salve bracie" i przeprowadza z nim długą rozmowę. Dziennikarz lamentuje nad rzeczywistością:
„przywdziewamy szarą barwę, koncept narodowy gaśnie",
„gasną świece narodowe, okropne rzeczy się dzieją".
Stwierdza, że Polacy są bezczynni i sam przyznaje się do bezczynności. Winę za ten stan rzeczy zrzuca na przeszłe pokolenia („w pijaństwie duszę zabili"), w przeszłości szuka przyczyn słabości Polski i jej rozbiorów. Gdy Stańczyk zwraca mu uwagę, że on czyni spowiedź z cudzych grzechów, Dziennikarz odpowiada:
„Wina ojca idzie w syna,
niegodnych, synowie niegodni; [...]
ród pamięta, brat pamięta,
kto te pozakładał pęta
i że ręka, co przeklęta, była swoja."
Społeczeństwo polskie, które bez oporu, bez walki zmierza ku swej zgubie, porównuje Dziennikarz do mew lecących ku zatraceniu. Stańczyk opowiada z kolei o zawieszeniu dzwonu Zygmunta, który kiedyś był symbolem dumy narodowej, a dziś oznajmia tylko wiadomości o pogrzebach. Dziennikarz czyni następnie uwagi na temat ideologii pozytywizmu i mówi, że wolałby nawet walkę przegraną niż taką sytuację, jaka jest obecnie w Polsce. Stańczyk zwraca mu uwagę, że nie wolno źle wspominać przeszłości:
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 - - 5 - - 6 -
Wesele - streszczenie
Autor: Karolina Marlęga Serwis chroniony prawem autorskim„przyjdź, chochole, na Wesele [...]
Sprowadź jeszcze, kogo chcesz, ciesz się z nami,
ciesz Godami!"
Kiedy w izbie przytanecznej pustoszeje, bo weselnicy wychodzą uczestniczyć w ludowym obrzędzie oczepin, o północy pojawia się Chochoł, zapowiadający przybycie gości. Widzi go i wypędza z izby mała Isia. Po nim ukazują się kolejno następne zjawy.
Marysi pojawia się Widmo, które chce ją zobaczyć, chce zatańczyć z nią. Po nim Dziennikarzowi objawia się Stańczyk, witając go słowami „Salve bracie" i przeprowadza z nim długą rozmowę. Dziennikarz lamentuje nad rzeczywistością:
„przywdziewamy szarą barwę, koncept narodowy gaśnie",
„gasną świece narodowe, okropne rzeczy się dzieją".
Stwierdza, że Polacy są bezczynni i sam przyznaje się do bezczynności. Winę za ten stan rzeczy zrzuca na przeszłe pokolenia („w pijaństwie duszę zabili"), w przeszłości szuka przyczyn słabości Polski i jej rozbiorów. Gdy Stańczyk zwraca mu uwagę, że on czyni spowiedź z cudzych grzechów, Dziennikarz odpowiada:
„Wina ojca idzie w syna,
niegodnych, synowie niegodni; [...]
ród pamięta, brat pamięta,
kto te pozakładał pęta
i że ręka, co przeklęta, była swoja."
Społeczeństwo polskie, które bez oporu, bez walki zmierza ku swej zgubie, porównuje Dziennikarz do mew lecących ku zatraceniu. Stańczyk opowiada z kolei o zawieszeniu dzwonu Zygmunta, który kiedyś był symbolem dumy narodowej, a dziś oznajmia tylko wiadomości o pogrzebach. Dziennikarz czyni następnie uwagi na temat ideologii pozytywizmu i mówi, że wolałby nawet walkę przegraną niż taką sytuację, jaka jest obecnie w Polsce. Stańczyk zwraca mu uwagę, że nie wolno źle wspominać przeszłości:
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 - - 5 - - 6 -
| Dowiedz się więcej | |
