Jesteś w:
Wesele
jeźli nie pójdziecie z nami,
to my na was - i z kosami!"
Usiłuje on zmobilizować do czynu także Pana Młodego i Poetę. Pan Młody zachwyca się pięknem przyrody i wcale nie zwraca uwagi na przestrogi Czepca, jakoby o tej właśnie porze miał być dany znak. Zdenerwowany Czepiec, którego rozsadza energia, zarzuca panom:
„Pon ino widzisz pchły,
pchły, świecidła, rosę, ćmy,
a nie chcesz znoć, co som my [...]
że nas tu jest ze dwiedzieście
z kosom, cepem, żelaziwem
i że to, to nie som sny:"
„Pany - wyście ino do majaki".
Wreszcie Gospodarz budzi się, przytomnieje, przypomina sobie Wernyhorę oraz jego polecenia i czeka, a wraz z nim goście weselni i tłum uzbrojony na dziedzińcu. Wszyscy wypatrują znaków i nadsłuchują. Wreszcie słychać tętent. Oni pochyleni, zasłuchani, dzierżąc w rękach kosy, nieruchomieją, zastygają w oczekiwaniu i trwają w bezruchu. Oczekują Wernyhory i cudu, a zjawia się Jasiek, który jest zdziwiony niezwykłym widokiem zebranych; letarg i bezruch zgromadzonych przeraża go i nagle przypomina sobie, że miał trąbić w złoty róg.
Z przerażeniem spostrzega, że róg mu zginął gdzieś po drodze, a bez jego dźwięku nikt nie będzie mógł ruszyć do boju. Próbuje obudzić wszystkich, ale nadaremnie. Chochoł, który wszedł za nim do izby, wyjaśnia mu, że zgubił on róg w momencie, gdy schylał się po czapkę z pawich piór i podpowiada mu, co ma czynić:
„Powyjmuj im kosy z rąk,
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 - - 5 - - 6 -
Wesele - streszczenie
Autor: Karolina Marlęga Serwis chroniony prawem autorskimjeźli nie pójdziecie z nami,
to my na was - i z kosami!"
Usiłuje on zmobilizować do czynu także Pana Młodego i Poetę. Pan Młody zachwyca się pięknem przyrody i wcale nie zwraca uwagi na przestrogi Czepca, jakoby o tej właśnie porze miał być dany znak. Zdenerwowany Czepiec, którego rozsadza energia, zarzuca panom:
„Pon ino widzisz pchły,
pchły, świecidła, rosę, ćmy,
a nie chcesz znoć, co som my [...]
że nas tu jest ze dwiedzieście
z kosom, cepem, żelaziwem
i że to, to nie som sny:"
„Pany - wyście ino do majaki".
Wreszcie Gospodarz budzi się, przytomnieje, przypomina sobie Wernyhorę oraz jego polecenia i czeka, a wraz z nim goście weselni i tłum uzbrojony na dziedzińcu. Wszyscy wypatrują znaków i nadsłuchują. Wreszcie słychać tętent. Oni pochyleni, zasłuchani, dzierżąc w rękach kosy, nieruchomieją, zastygają w oczekiwaniu i trwają w bezruchu. Oczekują Wernyhory i cudu, a zjawia się Jasiek, który jest zdziwiony niezwykłym widokiem zebranych; letarg i bezruch zgromadzonych przeraża go i nagle przypomina sobie, że miał trąbić w złoty róg.
Z przerażeniem spostrzega, że róg mu zginął gdzieś po drodze, a bez jego dźwięku nikt nie będzie mógł ruszyć do boju. Próbuje obudzić wszystkich, ale nadaremnie. Chochoł, który wszedł za nim do izby, wyjaśnia mu, że zgubił on róg w momencie, gdy schylał się po czapkę z pawich piór i podpowiada mu, co ma czynić:
„Powyjmuj im kosy z rąk,
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 - - 5 - - 6 -
| Dowiedz się więcej | |
