Jesteś w:
Kamienie na szaniec
To był sygnał rozpoczęcia akcji, ten, na który od kilkunastu minut wszyscy wyczekiwaliśmy. Spowodował on szybsze bicie serca i wzrost ciśnienia, ale emocje musiały zostać utrzymane w odpowiednim napięciu, nie było czasu na wzruszenia czy nerwy, gdyż to mogłoby sparaliżować nasze działania. Czas było rozpocząć naszą misję. Szybko usłyszeliśmy doniosły gwizd Orszy, co sygnalizowało nam, że musimy być już w pełnej gotowości, że zaraz dojdzie do ostatecznego spotkanie i działania. Nagle ujrzeliśmy, że na ulicy, na której miała rozegrać się cała scena jest mnóstwo ludzi, nie było w tym nic dziwnego, ale zawsze można było napotkać wśród nich gestapowców ubranych po cywilnemu, którzy w razie takiej potrzeby staną do walki i ochrony konwoju. To dodatkowo zwiększało napięcie i rodziło obawy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w razie pojawienia się dodatkowych agentów nie będziemy mieli z nimi szans, jednakże to nas nie zrażało, byliśmy gotowi walczyć o wolność Rudego.
Nagle zobaczyliśmy więzienną karetkę, mknęło dosyć szybko i pewnie, niechybnie zbliżała się w naszą stronę. Kiedy już wszyscy byliśmy gotowi do ataku, nagle ni stąd ni zowąd na ulicy pojawił się policjant, co niezmiernie komplikowało nasz plan i mogło zupełnie przekreślić zamierzoną misję. Zośka zachował zimną krew i wydarł się, by ten zniknął z ulicy, jeżeli chce zachować swoje życie. Policjant oczywiście nie przejął się krzykami chłopaka a tylko zbulwersował i szybko sięgnął po swoją broń, by spacyfikować Zośkę. Gra była warta świeczki, dlatego Zośka nie zawahał się zlikwidować intruza.
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 -
Akcja pod Arsenałem - reportaż
Autor: Karolina Marlęga Serwis chroniony prawem autorskimTo był sygnał rozpoczęcia akcji, ten, na który od kilkunastu minut wszyscy wyczekiwaliśmy. Spowodował on szybsze bicie serca i wzrost ciśnienia, ale emocje musiały zostać utrzymane w odpowiednim napięciu, nie było czasu na wzruszenia czy nerwy, gdyż to mogłoby sparaliżować nasze działania. Czas było rozpocząć naszą misję. Szybko usłyszeliśmy doniosły gwizd Orszy, co sygnalizowało nam, że musimy być już w pełnej gotowości, że zaraz dojdzie do ostatecznego spotkanie i działania. Nagle ujrzeliśmy, że na ulicy, na której miała rozegrać się cała scena jest mnóstwo ludzi, nie było w tym nic dziwnego, ale zawsze można było napotkać wśród nich gestapowców ubranych po cywilnemu, którzy w razie takiej potrzeby staną do walki i ochrony konwoju. To dodatkowo zwiększało napięcie i rodziło obawy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w razie pojawienia się dodatkowych agentów nie będziemy mieli z nimi szans, jednakże to nas nie zrażało, byliśmy gotowi walczyć o wolność Rudego.
Nagle zobaczyliśmy więzienną karetkę, mknęło dosyć szybko i pewnie, niechybnie zbliżała się w naszą stronę. Kiedy już wszyscy byliśmy gotowi do ataku, nagle ni stąd ni zowąd na ulicy pojawił się policjant, co niezmiernie komplikowało nasz plan i mogło zupełnie przekreślić zamierzoną misję. Zośka zachował zimną krew i wydarł się, by ten zniknął z ulicy, jeżeli chce zachować swoje życie. Policjant oczywiście nie przejął się krzykami chłopaka a tylko zbulwersował i szybko sięgnął po swoją broń, by spacyfikować Zośkę. Gra była warta świeczki, dlatego Zośka nie zawahał się zlikwidować intruza.
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 -
