Jesteś w:
Przedwiośnie
W pewnym momencie Lulek uznał, że Baryka może dostąpić dalszych wtajemniczeń. Zaprosił go więc na „konferencję organizacyjno-informacyjną” środowiska komunistów. Cezary skorzystał z zaproszenia. Po wysłuchaniu referatów atakujących władze i „państwo burżuazji” podjął dyskusję (jej treść przedstawiono w uprzednim rozdziale). Nie przyjęto jego argumentów. Po burzliwej polemice opuścił zebranie.
To, co usłyszał od komunistów, wywarło na nim silne wrażenie. Długo błąkał się po błotnistych i ciemnych ulicach. Później wstąpił na herbatę do kawiarni. Zza szyby obserwował przechodniów. Uwagę jego przykuł policjant, który w myślach objawił mu się jako człowiek w podwójnej roli: politycznego ciemiężcy i obrońcy ludzi przed zbrodnią i łotrostwem. Po tej konstatacji zrodziła się w nim refleksja, że nie ma prawd jednoznacznych, dlatego przy ocenie czegokolwiek trzeba zawsze słuchać przede wszystkim swego wewnętrznego głosu.
Przy najbliższym spotkaniu z Gajowcem wszczął gwałtowną dyskusję. Zaatakował go jako przedstawiciela władzy. Rejestr zarzutów był niezwykle obszerny (przedstawiono je podczas charakteryzowania Cezarego). Narrator nie komentował tego ataku, nie wypowiadał się również na temat stanowiska Gajowca. Głosami rozmówców podnosił określone problemy. Przedtem wyraźnie uzasadniał, że zarzuty Baryki nie są oskarżeniami komunisty. Były one tragiczną częścią prawdy o Polsce. Narrator nie twierdził przy tym, że Gajowiec nie miał racji, kiedy mówił, że trzeba najpierw obronić granice państwa, zgromadzić środki na przeprowadzenie reform i wprowadzić silny pieniądz. Było to jednak za mało, zwłaszcza dla młodych, niecierpliwych, tak jak Baryka żądnych szybkich zmian.
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 - - 5 - - 6 - - 7 - - 8 - - 9 - - 10 - - 11 - - 12 -
Przedwiośnie - szczegółowe streszczenie
Autor: Karolina Marlęga Serwis chroniony prawem autorskimW pewnym momencie Lulek uznał, że Baryka może dostąpić dalszych wtajemniczeń. Zaprosił go więc na „konferencję organizacyjno-informacyjną” środowiska komunistów. Cezary skorzystał z zaproszenia. Po wysłuchaniu referatów atakujących władze i „państwo burżuazji” podjął dyskusję (jej treść przedstawiono w uprzednim rozdziale). Nie przyjęto jego argumentów. Po burzliwej polemice opuścił zebranie.
To, co usłyszał od komunistów, wywarło na nim silne wrażenie. Długo błąkał się po błotnistych i ciemnych ulicach. Później wstąpił na herbatę do kawiarni. Zza szyby obserwował przechodniów. Uwagę jego przykuł policjant, który w myślach objawił mu się jako człowiek w podwójnej roli: politycznego ciemiężcy i obrońcy ludzi przed zbrodnią i łotrostwem. Po tej konstatacji zrodziła się w nim refleksja, że nie ma prawd jednoznacznych, dlatego przy ocenie czegokolwiek trzeba zawsze słuchać przede wszystkim swego wewnętrznego głosu.
Przy najbliższym spotkaniu z Gajowcem wszczął gwałtowną dyskusję. Zaatakował go jako przedstawiciela władzy. Rejestr zarzutów był niezwykle obszerny (przedstawiono je podczas charakteryzowania Cezarego). Narrator nie komentował tego ataku, nie wypowiadał się również na temat stanowiska Gajowca. Głosami rozmówców podnosił określone problemy. Przedtem wyraźnie uzasadniał, że zarzuty Baryki nie są oskarżeniami komunisty. Były one tragiczną częścią prawdy o Polsce. Narrator nie twierdził przy tym, że Gajowiec nie miał racji, kiedy mówił, że trzeba najpierw obronić granice państwa, zgromadzić środki na przeprowadzenie reform i wprowadzić silny pieniądz. Było to jednak za mało, zwłaszcza dla młodych, niecierpliwych, tak jak Baryka żądnych szybkich zmian.
strona: - 1 - - 2 - - 3 - - 4 - - 5 - - 6 - - 7 - - 8 - - 9 - - 10 - - 11 - - 12 -
